Wpisy archiwalne w miesiącu
Lipiec, 2013
Dystans całkowity: | 1244.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 74:09 |
Średnia prędkość: | 16.78 km/h |
Maksymalna prędkość: | 73.00 km/h |
Suma podjazdów: | 11436 m |
Liczba aktywności: | 13 |
Średnio na aktywność: | 95.69 km i 5h 42m |
Więcej statystyk |
Szwajcaria 2013 - dzień 2
Montfancon - Vallorbe
Wstajemy już o normalnej porze czyli o 7. Na 8 wracamy się do miasteczka w celu zakupów śniadaniowych. Tam jemy i ruszamy dalej w kierunku Le Chaux de Fondes - stolicy zegarków. Podjeżdżamy pod muzeum, ale ceny wykraczają poza nasz budżet :P zwiedzamy więc tylko park. Po małych zakupach w naszym ulubionym bo tanim sklepie Denner - standardowo lodzik, który stał się naszym rytuałem na gorące dni - co tam, że prawie za 10 złotych :P. Wyjeżdżając z miasta zaczynamy się wspinać. Pytamy w 1 domu o wodę. Państwo tłumaczą nam po francusku, że tu deszczówka i nie bardzo do picia..dlatego dostajemy 2 mineralne gazowane ;) Później jedziemy już dolinką przez ciekawe miasteczka. Na końcu doliny zaskakuje nas zjazd, w którym osiągam max wyprawy a Magda gubi buffa :P
Po drodze jadąc wzdłuż rzeczki szukamy miejsca na kąpieli. Udaje się po paru kilometrach. Woda w rzece jednak strasznie zimna, ale co zrobić, umyć się trzeba :P Po kąpieli jemy makaron i ciśniemy dalej ;) Gdy już myślimy, że Jura już za nami zaczynamy się ponownie wspinać ;) Próby załatwienia noclegu na gospodarza się nie udaje, jedziemy więc do Vallorbe. Tam jest kamping, ale decydujemy się jechać dalej. Nocleg na dziko ciężki do ogarnięcia, bo tylko droga i skały po bokach. Wracamy do miasteczka i szukamy dalej noclegu. Pytamy mechanika, ale mówi, że tylko pracuje, parę domów dalej jest imprezka. Podchmielony Pan do nas zapytuje, ale jako, że my only English to przyprowadza zonę w ciąży, która jest trzeźwa i mówi po angielsku. Mówi, że jest kemping (może dla nich to grosze :P) i, że na dziko nie można i wysokie mandaty są. Ale wskazuje również gdzie jest najbliższe przejście przez rzekę. Jedziemy tam, jedyne sensowne miejsce jest koło szlaku pieszego. Chwila niepewności, ale w końcu się rozbijamy.
Le Chaux de Fondes
Domek na Jurze
Krówka
Czas na kąpiel ;) by piofci
Nocleg koło szlaku pieszego w Vallorbe
Wstajemy już o normalnej porze czyli o 7. Na 8 wracamy się do miasteczka w celu zakupów śniadaniowych. Tam jemy i ruszamy dalej w kierunku Le Chaux de Fondes - stolicy zegarków. Podjeżdżamy pod muzeum, ale ceny wykraczają poza nasz budżet :P zwiedzamy więc tylko park. Po małych zakupach w naszym ulubionym bo tanim sklepie Denner - standardowo lodzik, który stał się naszym rytuałem na gorące dni - co tam, że prawie za 10 złotych :P. Wyjeżdżając z miasta zaczynamy się wspinać. Pytamy w 1 domu o wodę. Państwo tłumaczą nam po francusku, że tu deszczówka i nie bardzo do picia..dlatego dostajemy 2 mineralne gazowane ;) Później jedziemy już dolinką przez ciekawe miasteczka. Na końcu doliny zaskakuje nas zjazd, w którym osiągam max wyprawy a Magda gubi buffa :P
Po drodze jadąc wzdłuż rzeczki szukamy miejsca na kąpieli. Udaje się po paru kilometrach. Woda w rzece jednak strasznie zimna, ale co zrobić, umyć się trzeba :P Po kąpieli jemy makaron i ciśniemy dalej ;) Gdy już myślimy, że Jura już za nami zaczynamy się ponownie wspinać ;) Próby załatwienia noclegu na gospodarza się nie udaje, jedziemy więc do Vallorbe. Tam jest kamping, ale decydujemy się jechać dalej. Nocleg na dziko ciężki do ogarnięcia, bo tylko droga i skały po bokach. Wracamy do miasteczka i szukamy dalej noclegu. Pytamy mechanika, ale mówi, że tylko pracuje, parę domów dalej jest imprezka. Podchmielony Pan do nas zapytuje, ale jako, że my only English to przyprowadza zonę w ciąży, która jest trzeźwa i mówi po angielsku. Mówi, że jest kemping (może dla nich to grosze :P) i, że na dziko nie można i wysokie mandaty są. Ale wskazuje również gdzie jest najbliższe przejście przez rzekę. Jedziemy tam, jedyne sensowne miejsce jest koło szlaku pieszego. Chwila niepewności, ale w końcu się rozbijamy.
Le Chaux de Fondes
Domek na Jurze
Krówka
Czas na kąpiel ;) by piofci
Nocleg koło szlaku pieszego w Vallorbe
- DST 127.00km
- Czas 06:54
- VAVG 18.41km/h
- VMAX 73.00km/h
- Podjazdy 1332m
- Sprzęt Checker Pig
- Aktywność Jazda na rowerze
Szwajcaria 2013 - dzień 1
Battwill - Montfancon
Budzimy się po 9 gdyż spać udało się położyć dopiero koło 3 nad ranem. Przed 11 udaje się nam wyruszyć w trasę. Dzień okazuje się wielką niespodzianką pod względem ilości przewyższeń. Wiedzieliśmy, że to Jura, że na ponad 1000 metrów trzeba wyjechać ale ciągłe podjazdy po 7-9% były zaskoczeniem ;) Za to zjazdy były ciekawe ;) Z Battwill wyjechaliśmy szlakiem rowerowym, który pokazywał naprawdę piękne ujęcia Jury. Koło południa szukamy sklepu, jednak przekonujemy się, że są czynne od 8 - 11.30 lub właśnie mają sjestę ;) Udaje się dostać wodę od miłej Pani Chinki ;) Później przekraczamy pierwszy raz granicę z Francją i jedziemy na przemian po Francji i Szwajcarii. Następny ostry podjazd do Coi de la Croix (789m n.p.m) i super zjazd do pięknego miasteczka St-Ursane. Tam na moście pewien miejscowy odradza nam jazdę dalej szlakiem, i jedziemy drogą - choć nie wiem co gorsze bo podjazd był też niczego sobie ;) Z około 600 metrów wbijamy więc prawie na 1000 i jedziemy w stronę Montfancon. Jedzie się już przyjemnie bo zboczem góry ;) W Montfancon gdy zaczynamy już szukać noclegu (niestety tylko francuski i nawet nasze niemiecki rozmówki nie pomogły ;) ) zatrzymuje nas pewien mężczyzna - Henning. Henning mijał nas jak jechaliśmy, jeździ stopem, ma dość specyficzny długi zarost i hulajnogę ;) Pogawędka była bardzo miła, zaskoczył nas również słówkami w języku polskim ;) Próbował nawet nam załatwić nocleg ale się nie udało. Żegnamy się, wyjeżdżamy za miasteczko i za krzakami przy ulicy rozbijamy namiot ;) Nocleg na wysokości 966 m n.p.m
Jura
Między Francją a Szwajcarią na Jurze
St-Ursane
Rozmowa z Henningiem ;) by piofci
Nocleg
Budzimy się po 9 gdyż spać udało się położyć dopiero koło 3 nad ranem. Przed 11 udaje się nam wyruszyć w trasę. Dzień okazuje się wielką niespodzianką pod względem ilości przewyższeń. Wiedzieliśmy, że to Jura, że na ponad 1000 metrów trzeba wyjechać ale ciągłe podjazdy po 7-9% były zaskoczeniem ;) Za to zjazdy były ciekawe ;) Z Battwill wyjechaliśmy szlakiem rowerowym, który pokazywał naprawdę piękne ujęcia Jury. Koło południa szukamy sklepu, jednak przekonujemy się, że są czynne od 8 - 11.30 lub właśnie mają sjestę ;) Udaje się dostać wodę od miłej Pani Chinki ;) Później przekraczamy pierwszy raz granicę z Francją i jedziemy na przemian po Francji i Szwajcarii. Następny ostry podjazd do Coi de la Croix (789m n.p.m) i super zjazd do pięknego miasteczka St-Ursane. Tam na moście pewien miejscowy odradza nam jazdę dalej szlakiem, i jedziemy drogą - choć nie wiem co gorsze bo podjazd był też niczego sobie ;) Z około 600 metrów wbijamy więc prawie na 1000 i jedziemy w stronę Montfancon. Jedzie się już przyjemnie bo zboczem góry ;) W Montfancon gdy zaczynamy już szukać noclegu (niestety tylko francuski i nawet nasze niemiecki rozmówki nie pomogły ;) ) zatrzymuje nas pewien mężczyzna - Henning. Henning mijał nas jak jechaliśmy, jeździ stopem, ma dość specyficzny długi zarost i hulajnogę ;) Pogawędka była bardzo miła, zaskoczył nas również słówkami w języku polskim ;) Próbował nawet nam załatwić nocleg ale się nie udało. Żegnamy się, wyjeżdżamy za miasteczko i za krzakami przy ulicy rozbijamy namiot ;) Nocleg na wysokości 966 m n.p.m
Jura
Między Francją a Szwajcarią na Jurze
St-Ursane
Rozmowa z Henningiem ;) by piofci
Nocleg
- DST 90.00km
- Czas 06:09
- VAVG 14.63km/h
- VMAX 62.00km/h
- Podjazdy 1756m
- Sprzęt Checker Pig
- Aktywność Jazda na rowerze
Szwajcaria 2013 - dojazd
Długo oczekiwana wyprawa zaczęła się o Jaworznie-Szczakowej na dworcu. Tam wraz z piofci dołączamy do mdudi, która jedzie z Krakowa. Następny przystanek Wrocław. Jako, że mamy 2h czasu do pociągu jedziemy na rynek na pizze i piwo ;) Po konsumpcji kierunek dworzec PKP i pociąg do Zgorzelca. Tam okazuje się, że mamy bilety zakupione w Krakowie w kasie na pociąg klasy RE a jedzie pociąg IR. Konduktor jednak machnął ręka i darował nam te 3 złote ;)
Do Zgorzelca dojeżdżamy po 20 i zaczynamy szukać noclegu u gospodarza. Jednak ludzie albo pochowani po domach, ale niechętni - w ogóle miasto samych cwaniaków na 1 rzut oka ;) Wyjeżdżamy więc za miasto i śpimy prawie w pszenicy lub innym zbożu ;) Jeszcze przed snem słyszymy dziki, ale oddalają się. W nocy jednak podchodzą pod namiot, oj dawno tak długo nie wstrzymywałem oddechu :P choć niektórzy spali jakby nigdy nic :P
Rano zwijamy się wcześnie bo po 5 mamy pociąg z Gorlitz. Znajdujemy dworzec i wsiadamy w pociąg do Drezna. Później tylko 6 przesiadek i o 1 w nocy już 15.07 jesteśmy w Basel ;) Zwiedzamy pobieżnie miasto nocą i wyjeżdżamy za miasto z myślą o noclegu ;) Udaje się dopiero w Battwill w sadzie z czereśniami ;)
Dworzec w Gorlitz
Podróż przez Niemcy
Basel nocą
Nocleg w Battwil
Do Zgorzelca dojeżdżamy po 20 i zaczynamy szukać noclegu u gospodarza. Jednak ludzie albo pochowani po domach, ale niechętni - w ogóle miasto samych cwaniaków na 1 rzut oka ;) Wyjeżdżamy więc za miasto i śpimy prawie w pszenicy lub innym zbożu ;) Jeszcze przed snem słyszymy dziki, ale oddalają się. W nocy jednak podchodzą pod namiot, oj dawno tak długo nie wstrzymywałem oddechu :P choć niektórzy spali jakby nigdy nic :P
Rano zwijamy się wcześnie bo po 5 mamy pociąg z Gorlitz. Znajdujemy dworzec i wsiadamy w pociąg do Drezna. Później tylko 6 przesiadek i o 1 w nocy już 15.07 jesteśmy w Basel ;) Zwiedzamy pobieżnie miasto nocą i wyjeżdżamy za miasto z myślą o noclegu ;) Udaje się dopiero w Battwill w sadzie z czereśniami ;)
Dworzec w Gorlitz
Podróż przez Niemcy
Basel nocą
Nocleg w Battwil
- DST 43.00km
- Czas 03:36
- VAVG 11.94km/h
- VMAX 48.00km/h
- Podjazdy 316m
- Sprzęt Checker Pig
- Aktywność Jazda na rowerze